środa, 18 lipca 2012

Moja książka o Tusi :3

Ciepłe promienie rannego słońca zbudziły Tusię z przyjemnego snu. Wstała jeszcze trochę senna i rozejrzała się w poszukiwaniu swej pani. Miała ochotę na śniadanie i porcję pieszczot. Zaczeła nasłuchiwać. Po kilku minutach oczekiwania usłyszała czyjeś kroki. Zerwała się na równe łapki i spojrzała niepewnie w kierunku drzwi.  W dzwiach staneła pani Tusi. - Myślałaś Tusiu że nie dostaniesz śniadania? Poszłam zjeść śniadanie do kuchni bo ty jeszcze spałaś. Mam nadzieję że już wszystko w porządku. Po czym szybko nasypała karmy do miski. Tusia odetchła z ulgą. Nie zostawiła jej! Z wielką radościa podbielgła do miski by zacząć jeść swoje śniadanie. Była taka głodna! Może niedługo dostanie warzywa! Ale nie czas na takie rzeczy! Musi sobie pobiegać żeby się do konca obudzić, potem gralunat musi polatać. No i siano trzeba zrzucić na ziemię żeby pancia musiała posprzątać klatkę. Potem coś się jeszcze wymyśli. No dobra idzie pobiegać! Niedługo potem kładzie się na ziemię, dysząc z zmęczenia. Nie miała nawet ochoty na zrzucanie siana. Postanowiła się przespać. Ułożyła się wygodnie i nie wiadomo kiedy już spała. Gdy się obudziła zastała  swoją panią biegnącą do drzwi. Pani Tusi szybko uklękła przed klatką i ją pogłaskała.

  

                                          Ciąg dalszy nastąpi!

Bay :P

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz